Bundestag zadecydował i Edeka czy Aldi nie mają nic do gadania. Stale będzie drożał jeden produkt
Gwałtowne wzrosty cen wielu produktów w ostatnich miesiącach mocno zdenerwowały niemieckie społeczeństwo. Na tym jednak nie koniec. Od 2022 roku jeden produkt będzie stopniowo drożeć, jednak co najbardziej zaskakujące zarabiać na tym nie będą Rewe, Aldi czy Edeka, ale państwo.Od nowego roku na skutek nowego podatku tytoniowego wszystkie wyroby tytoniowe będą stopniowo coraz droższe. Będzie to dotyczyło wszystkich produktów - papierosów, tytoniu do sziszy czy płynów do e-papierosów. Wszyscy konsumenci, którzy nabywają te produkty już niebawem będą musieli sięgać głębiej do portfeli.
Stopniowy wzrost cen wyrobów tytoniowych
W odniesieniu do pojedynczych klientów osoby, które dotychczas kupowały paczkę papierosów o wartości około siedmiu euro już niebawem będą od niej płacić podatek w wysokości 4,89 euro. Z tego 3,56 euro to zwiększony podatek od wyrobów tytoniowych, natomiast 1,33 euro będzie stanowił podatek od sprzedaży. Łącznie daje to około 70% ceny całej paczki.
To jednak nie koniec. Już od 2023 roku będzie trzeba jeszcze głębiej sięgać do kieszeni, jeśli chodzi o zakup wyrobów tytoniowych w marketach Rewe, Edeka czy Aldi ze względu na stopniowy wzrost podatków. W szczegółowym przedstawieniu podwyżka przedstawia się następująco:
- podatek od paczki 20 papierosów wzrośnie w nowym roku średnio o 10 centów,
- kolejne 10 centów zostanie dodane do ceny od 2023 roku,
- w latach 2025 i 2026 doliczone zostanie kolejne 15 centów za opakowanie.
Michael Schrodi z Niemieckiej Agencji Prasowej latem tego roku tłumaczył, że podwyżka podatków ma na celu "odsunięcie ludzi od palenia, które jest szkodliwe dla zdrowia". Według niego niezbędne w tym celu jest włączenie "wyraźnych sygnałów cenowych". Obecny wzrost cen wywołał rzecz jasna sporo krytyki. Są również przeciwnicy, którzy twierdzą, że podwyżka podatków jest zbyt mała. Niektórzy uważają, że aby nakłonić palaczy do rzucenia nałogu konieczny jest wzrost ceny za paczkę papierosów o co najmniej 10%.
Decyzja rządu ws. zasady 2G w handlu
Na początku grudnia rząd federalny podjął decyzję o rozszerzeniu zasady 2G w handlu na całe Niemcy, z wyjątkiem sklepów sprzedających towary pierwszej potrzeby, takich jak supermarkety czy apteki. Celem tego miało być możliwie jak najbardziej skuteczne chronienie obywateli przed pandemią koronawirusa i zapobieganie dalszym wzrostom liczby zakażeń czy hospitalizacji. Choć przeciwników takiego rozwiązania było sporo, ostatecznie weszło ono w życie.
Kluczową kwestią w kontekście zasady 2G w handlu było to, że osoby nieszczepione nie powinny mieć obaw przed brakiem możliwości robienia zakupów w sklepach, które sprzedają towary pierwszej potrzeby. Zasada ma być egzekwowana w pozostałych sklepach detalicznych, takich jak sklepy odzieżowe, z zabawkami czy narzędziami. Co więcej, poszczególne kraje związkowe mają możliwość samodzielnego decydowania na temat rozszerzania lub zwężania tej zasady.
Zdecydowanie negatywne stanowisko wobec tego wymogu przedstawiła już w październiku sieć Lidl. "Jako sprzedawca żywności, który zapewnia podstawowe zaopatrzenie, nie obowiązuje nas zasada 2G. Nie wdrożymy tego ani w Hesji, ani poza nią" - wytłumaczono w komunikacie prasowym. "W naszych sklepach nadal obowiązują dobrze znane zasady dotyczące odległości i higieny, a także wymóg noszenia maseczek" - skomentowali przedstawiciele sieci Kaufland.
W Dolnej Saksonii uchylono zasadę 2G
Na kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia Wyższy Sąd Administracyjny Dolnej Saksonii podjął decyzję o uchyleniu zasady 2G w handlu detalicznym. Co prawda rząd federalny w dalszym ciągu tłumaczył, że wprowadzenie tego typu obostrzeń jest "użyteczne", decyzja sądu sprawiła, że przepisy dotyczące dostępu do sklepów tylko dla osób szczepionych lub po przebytej chorobie nie mają większego sensu.
Sędziowie wydający wyrok uznali, że zasada 2G w żadnym stopniu nie przyczynia się do skutecznej walki z pandemią, o co apelował rząd, a ponadto nie jest zgodna z powszechną zasadą równości. Z takim orzeczeniem nie zgodził się federalny minister zdrowia Karl Lauterbach, który powiedział, że "nie ma epidemiologicznego ani zdrowotno-politycznego sensu, aby obalić tę zasadę, zwłaszcza w obliczu nadchodzącej fali wariantu omikron".
Źródło: derwesten.de, opracowanie własne / Zdjęcie: depositphotos.com, autor: deyangeorgiev2
