Czy Niemcom nie dość misiów?

· Autor:
Czy Niemcom nie dość misiów?
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

Niedźwiadek polarny Knut stał się zwierzęcą małoletnią gwiazdą na długo przed tym jak Śnieżynka i Wilbär wywołały masową histerię na punkcie misiów w całych Niemczech. Z drugiej strony „problematyczny” niedźwiedź Bruno został po prostu zastrzelony. Tom Norton zastanawia się nad specyficzną relacją Niemcy-niedźwiedzie.

O co w ogóle chodzi z Niemcami i niedźwiedziami?

Ostatnie trzy lata okazały się dla Niemiec jedną wielką narodową misiomanią. Puchate stworzenia były podziwiane w ogrodach zoologicznych, na masową skalę wykorzystywane do celów komercyjnych, ale też porzucane i zjadane przez własne matki, a nawet zestrzeliwane – to ostatnie za sprawą pewnego impulsywnego Bawarczyka.

Chociaż sławny na cały świat niemiecki niedźwiadek polarny Knut z berlińskiego zoo był swojego rodzaju maszynką do robienia pieniędzy, to im większy i mniej uroczy się stawał, tym sprawniej znajdowali się jego odpowiednio milusi następcy. Zoo w Norymberdze lansowało Śnieżynkę – po niemiecku Flocke – a na scenę wkroczył ostatnio, choć mało entuzjastycznie, Wilbär z zoo w Stuttgarcie.

Wizerunek misia Knuta był bez skrupułów wykorzystywany do osiągnięcia zysku – jako odprysk tej historii mamy mało elegancki spór pomiędzy zoo berlińskim a ogrodem zoologicznym w Norymberdze, które żąda udziału w pięciomilionowych (w euro) zyskach jakie dzięki Knutowi zgarnęło berlińskie zoo na sprzedaży dodatkowych biletów wstępu, programach telewizyjnych, książkach oraz – ostatnio – filmie pełnometrażowym. Abstrahując od histerii jaką w Niemczech wywołują małe niedźwiadki z ogrodów zoologicznych – przykładem Knut, Śnieżynka, a ostatnio Wilbär – niedźwiedzie na wolności okazują się najwyraźniej dla niemieckich miłośników ładu i porządku już nieco zbyt nieprzewidywalne.

Całe to misiowe zamieszanie rozpoczęło się trzy lata temu w czerwcu 2006, kiedy to niedźwiedź brunatny imieniem Bruno (zwany też pieszczotliwie JJ1) przekroczył austriacką granicę aby dostać się do Bawarii. Niedźwiedź należał do włoskiego programu rozrodczego. Żądny przygód miś, który przybył do Bawarii w poszukiwaniu jedzenia, rozrywek i – możliwe – sympatycznych koleżanek, został, mówiąc eufemistycznie, niezbyt dobrze przyjęty na niemieckiej ziemi, chociaż był pewnie pierwszym niedźwiedzim imigrantem od 1838 roku.

Ale może bawarska reakcja na przybycie Bruno nie była taka znowu zaskakująca, jeśli zapoznamy się z retoryką używaną przez konserwatywnego polityka niemieckiego Ronalda Kocha, która nie pomogła mu zresztą w prawyborach na premiera kraju związkowego Hesse. Polityk walczył o głosy obwiniając o całą przestępczość młodych imigrantów. „Obcy, którzy nie stosują się do naszych zasad, nie mają tu czego szukać” – powiedział wówczas polityk. Brzmi znajomo, Bruno?

Po kilku utarczkach z miejscowymi blisko granicy władze Bawarii zadecydowały że Bruno jest „niedźwiedziem problematycznym” zupełnie niestosującym się do zasad bawarskiego społeczeństwa. Niedźwiedź został wobec tego zastrzelony 26 czerwca 2006.

Krótko po egzekucji Bruno włoskie władze zażądały wydania jego ciała. Bawarski rząd odmówił argumentując, że JJ1 znalazł się na terenie Bawarii i że w związku z tym należy do niej. Następnie wpadł na zuchwały plan wypchania niedźwiedzia i umieszczenia go w muzeum. Najwyraźniej więc dla wielu Niemców wypchany martwy niedźwiedź i słodki misiaczek w zoo to porównywalna atrakcja, ale niech trzymają się z dala niedźwiedzie roszczące sobie specjalne przywileje w strefie Schengen w zjednoczonej Europie.

Kontrowersje wokół sprawy Bruno wcale nie ustały. Obrońcy praw zwierząt zaatakowali placówkę, w której przetrzymywano zwłoki Bruno, wymuszając na władzach przeniesienie szczątków niedźwiedzia do specjalnej, sekretnej lokalizacji.

Krótka (nie)sława Bruno spowodowała czasowy rozkwit chałupnictwa osadzonego w czysto niedźwiedziej tematyce. O Bruno pisano hymny popowe, masowo produkowano stosowne gadżety  - kupić można było nawet czekoladowe batoniki „Bruno”. I wtedy niemieccy kapitaliści połapali się: niedźwiedź równa się pieniądze!

Ale w niecałe sześć miesięcy po śmierci – morderstwie, jak uściślają niektórzy – biednego Bruno, narodziła się nowa puchata gwiazda, to znaczy Knut. Gdy malutki, bezbronny niedźwiadek polarny został odrzucony przez matkę, całe Niemcy mdlały z zachwytu. Berlińskie zoo zaoferowało się, że zaopiekuje się Knutem mimo licznych głosów krytyki – także takich, które proponowały natychmiastowe wysłanie Knuta śladem Bruno do niedźwiedziowej Walhalli.

Frank Albrecht, obrońca praw zwierząt, stał się solą w oku fanów misiów po tym, jak orzekł, że utrzymywanie Knuta przy życiu jest pogwałceniem praw zwierząt. „Zoo powinno uśmiercić niedźwiedzia” – orzekł Albrecht.

Możliwe, że wypowiedź Albrechta została po prostu wyrwana z kontekstu przez tabloid Bild, ale sami widzicie – niedźwiedzie nie mają w Niemczech łatwo.

W grudniu 2007, trzy polarne misie urodziły się w dwóch osobnych miotach w norymberskim zoo. Początkowo zarząd zoo zapowiedział, że nie będzie się wtrącał w życie rodzinne, tak jak zrobiło to zoo berlińskie w sprawie Knuta. Ale zaledwie miesiąc później dwa niedźwiadki zostały zjedzone przez własną matkę, więc jedyna ocalała Śnieżynka została błyskawicznie ewakuowana poza zasięg paszczy swojej matki Very„w trosce o sprawy bezpieczeństwa”.

Tym sposobem kochane niedźwiadki wychowane przez troskliwych ludzi stały się dyżurnymi gwiazdami mediów; jednocześnie wygląda na to, że dzikie niedźwiedzie pokroju Bruno powinny dla własnego dobra trzymać się z dala od niemieckich lasów.

Oczywiście nikt nie chce przez to powiedzieć, że ktokolwiek w norymberskim zoo okazał się na tyle makiaweliczny by ratować Śnieżynkę wyłącznie po to żeby nic nie zagroziło stałym przychodom ze sprzedaży puchatych maskotek, strojów i innych gadżetów. Ale widać wyraźny kontrast w porównaniu z polityką ogrodu zoologicznego w Stuttgarcie, gdzie niedźwiadek Wilbär wychowuje się z matką i trzymany jest z dala od kamer.

Jeśli chodzi o Bruno – niech spoczywa w pokoju, gdziekolwiek bawarskie władze przetrzymują jego zwłoki – na pewno nie będzie on ostatnim niedźwiedziem, który postanowi zwiedzić niemieckie Alpy w poszukiwaniu nowego domu. Miejmy tylko nadzieję, że plan Bawarii w tej kwestii obejmuje edukację mieszkańców w kwestii radzenia sobie z „problematycznymi” niedźwiedziami jak Bruno. Może dobrym pomysłem byłyby kule gumowe służące do odstraszania włochatych bestii.

A może to jeszcze jedna niewyeksploatowana nisza marketingowa – kule a’la Bruno, ktoś chętny?

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
Ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie