Kolejna afera z podrzucaniem uchodźców. Holendrzy żądają wyjaśnień od Niemców
W ostatnim czasie niemiecka Policja Federalna wielokrotnie odwoziła migrantów do Holandii, zostawiając ich na parkingach, stacjach benzynowych i ulicach tuż za granicą. Coraz częściej tego typu działania budzą wątpliwości zarówno mieszkańców, jak i lokalnych władz.Cicha dzielnica, nocne kursy policyjnego busa
W spokojnym ’s-Heerenberg, tuż przy granicy z Niemcami, życie zwykle toczy się powoli. Zadbane ogródki i wolnostojące domy tworzą obraz sielskiej miejscowości. Jednak po zmroku, jak relacjonują mieszkańcy, dzieją się tu rzeczy, które wzbudzają niepokój.
Jeden z mieszkańców opowiada, że regularnie widuje policyjny autobus zatrzymujący się na parkingu tuż przy granicznej uliczce.
– Wysiadają z niego ludzie z torbami i plecakami. Potem radiowóz zawraca i wraca do Niemiec. A ci ludzie? Nie wiadomo, dokąd idą – mówi mężczyzna.
Okazuje się, że to migranci zatrzymani przez niemiecką policję pod zarzutem nielegalnego przekroczenia granicy. Zamiast trafić w ręce holenderskich służb, część z nich po prostu wysadza się po stronie holenderskiej – czasem w środku nocy, w zwykłej dzielnicy mieszkalnej.
Włamania i nagrania z monitoringu
Według relacji lokalnych mediów i mieszkańców, część porzuconych w ten sposób migrantów błąka się nocą między domami. Regionalny dziennik „De Gelderlander” poinformował nawet o włamaniu do pustej restauracji.
Niemiecka Policja Federalna potwierdza, że takie działania mają miejsce. Między sierpniem a październikiem zawrócono do Holandii 274 osoby.
– Jeśli nie ma na miejscu holenderskiej policji, wypuszczamy te osoby i działamy w porozumieniu z tamtejszymi władzami – tłumaczy Heiko Teggatz z Niemieckiego Związku Policji.
Zaledwie 116 z nich przekazano bezpośrednio funkcjonariuszom holenderskiej Marechaussee. Pozostałych 158 pozostawiono w różnych punktach tuż za granicą.
Holenderska gmina nic o tym nie wiedziała
Problem w tym, że o wspomnianych „uzgodnieniach” nie słyszała gmina Montferland, na której terenie leży ’s-Heerenberg.
Burmistrz Anne-Marie Fellinger domaga się natychmiastowych wyjaśnień. Jej zdaniem pozostawianie migrantów bez opieki jest nie tylko niebezpieczne, ale też niehumanitarne.
– To niepokojące i nie leży w interesie naszej społeczności. Nie chcemy, by porzucano u nas ludzi – mówi burmistrz.
Holenderskie media coraz częściej określają tę praktykę jako „porzucanie migrantów”. Z kolei niemieccy policjanci twierdzą, że transfery odbywają się w obie strony – choć, jak przyznaje Teggatz, nie zna sytuacji, w której Niemcy pozostawiliby kogokolwiek bez nadzoru.
Rosnące napięcie na granicy
Podczas gdy Holandia prowadzi jedynie sporadyczne kontrole graniczne, Niemcy utrzymują stałe punkty kontrolne, m.in. na autostradzie A3, gdzie często tworzą się długie korki. Po obu stronach granicy narasta krytyka tych działań.
Działania związane z podrzucaniem uchodźców stały się symbolem nie tylko chaosu w polityce migracyjnej, ale także braku współpracy między krajami, które na co dzień powinny działać ramię w ramię.
Sprawa nadal czeka na oficjalne wyjaśnienia, a mieszkańcy ’s-Heerenberg mają nadzieję, że nocne kursy policyjnych busów wkrótce przestaną być codziennością.
Wykorzystane źródła:
Źródło zdjęcia głównego: pusteflower9024 - stock.adobe.com
