Kult boga Morza Północnego

· Autor:
Kult boga Morza Północnego
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

W swojej książce “Cycling to happiness” angielski dziennikarz Bernie Friend opisuje podróż, podczas której przebył 6 tysięcy kilometrów północnej Europy na rowerze. Podczas ostatniego postoju w Niemczech niespodziewanie nawiązuje nową przyjaźń.

“Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje naprawdę: musiałem się uszczypnąć przechodząc przez drzwi. Jak ta dziewczyna mogła zaryzykować zaproszenie do domu dwóch kompletnie obcych facetów, z którymi ledwo może się porozumieć? Tyle okropnych rzeczy może się wydarzyć. Moglibyśmy być parą łajdaków o zamiarach dalekich od szlachetnych, którzy chcą wykorzystać łatwowierność gospodyni.

Gdy Christina wykładała na stolik kawowy całą zawartość swojej lodówki, nie mogłem wprost nadziwić się jej ufności - takie nastawienie to dla mnie coś zupełnie nowego. Nigdy wcześniej nie spotkałem osoby, która by taka była. U mnie w domu nazwaliby ją skończoną naiwniaczką. Gdyby stało się coś złego, byłaby to “jej wina”. Ale tutaj, w którymś z kolei obcym miasteczku niedaleko morskiego brzegu, jej podejście wydawało się cudem gościnności. Traktowała nas po królewsku. Ja i Rhys w ciężkim szoku gapiliśmy się na siebie, a ona, podśpiewując, smarowała chleb masłem i nalewała napój pomarańczowy.

Upewniwszy się, że jesteśmy najedzeni i napojeni, Christina poświęciła dłuższą chwilę uwagi swojej kolekcji płyt CD. Wszystkie jej ulubione zespoły pochodziły z Niemiec. W końcu wybrała Beat Steaks i Weft, którzy brzmieli jak amerykańskie dzieciaki chcące zostać gwiazdami rocka. W jej kolekcji była też grupa Diesterne, sobowtórzy Inspiral Carpets z natapirowanymi grzywkami, którzy zrzynali wszystko, co się da z klasycznego rocka, od wczesnych Pink Floydów do “The House of the Rising Sun” w wersji The Animals. Takie tam wycie do praktycznie identycznych co u pierwowzorów gitarowych riffów.

Zdążyliśmy już rozbić namioty w niecce miniaturowych kanionów wzgórza Camp Mole, tuż nad morzem, wobec czego tłoczenie się na kanapie z nie pierwszej świeżości stopami Rhysa przy twarzy nie wydawało się aż tak atrakcyjną propozycją. Ale nasza gospodyni przeszła samą siebie przynosząc do salonu miseczkę z aromatycznymi olejkami i proponując kumplowi profesjonalny masaż stóp - nie muszę dodawać, że był wniebowzięty.

Nie mogłem w to uwierzyć. Pewnie za minutę się obudzę i okaże się, że przewracam się z boku na bok w swoim śpiworze, bo uwiera mnie grudka twardej ziemi. To była jednak rzeczywistość. Anioł zstąpił z nieba żeby spełnić każdy nasz kaprys. Christina najwyraźniej chciała tego wieczoru zamienić się w naszą niewolnicę, bo było w sumie dosyć zawstydzające, bo nie chcieliśmy jej robić najmniejszego kłopotu; za ona chyba chciała robić sobie kłopot. To, czego nie umiała powiedzieć po angielsku, zastępowała chichotem, teatralnymi gestami i wyrazistymi minami, zawsze z pięknym uśmiechem. Po prostu cieszyła się, że ma towarzystwo - może życie tutaj bywało trochę samotne.

Christina miała tylko 25 lat. Jej rodzice mieszkali w miasteczku, ale wszyscy znajomi ze szkoły porzucili Büsum i wyjechali w poszukiwaniu szczęścia (i lepiej płatnej pracy). Nasza strażniczka, jak się wydawało, wcale nie zamierzała pójść w ich ślady, bo była zadowolona mogąc objadać się lodami, słuchać dennych kapel i pałaszować salami w swojej wieży z kości słoniowej. Jej babcia mieszkała we Francji, miała też ciotkę w Meksyku, ale nie lubiła statków ani samolotów. Najdalszym zakątkiem świata, do którego zapuściła się Christina, był obskurny duński port Esbjerg, tylko kilkaset kilometrów stąd. Szczerze nienawidziła wyjazdów ze słonecznego Büsum, co podkreśliła gestami wykonując koliste ruchy dłońmi i przybierając teatralnie smutny wyraz twarzy. Nie lubiła ani podróży, ani opuszczania rodzinnych stron. Nic dziwnego, że spotkaliśmy się we trójkę. Mogłaby być naszą dawno zaginioną siostrą.

“Dlaczego poszłaś na plażę po pracy” - spytałem.

“Modlę się do duchów morza. Każdego wieczora. To dla mnie bardzo ważne.”

“A więc modlisz się do boga Morza Północnego. Jesteś więc kimś w rodzaju jego żony!”

“Tak, kimś w rodzaju. Żona Morza Północnego. Zaopiekuję się wami, bo jesteście moimi nowymi przyjaciółmi.”

Co należy podkreślić, to niezwykłe spotkanie było kompletnie pozbawione podtekstów seksualnych. Żaden z nas nie próbował poderwać Christiny. Jakoś naturalnie zawiązaliśmy natychmiastową przyjaźń, dzięki czemu zrobiło mi się przyjemnie ciepło w środku i poczułem się jak nastolatka, a także odzyskałem trochę wiary w ludzkość na tym nieprzyjemnym świecie. Ale zawsze musi być jakiś szkopuł.

Christina wepchnęła mi do ręki żółty świstek: zdjęcie młodego bruneta z krzyżem. W pierwszej chwili pomyślałem, że Christina jest członkinią jakiejś fanatycznej sekty - co by wyjaśniało poniekąd, że zgarnęła z ulicy dwóch obcych włóczęgów ot tak, po prostu. A wtedy do mnie dotarło - to był nekrolog! Zdjęcie przedstawiało chłopaka Christiny, Nathaneala. Zdradziła, że zmarł trzy lata temu “bo pękło mu serce”. Miał tylko 23 lata i jakąś niewykrytą wadę serca, która objawiła się śmiertelnym w skutkach atakiem. Christina oczywiście nadal nie mogła się z tym pogodzić, ale zaraźliwy uśmiech prawie nie schodził z jej twarzy, gdy próbowała znaleźć właściwe słowa, żeby nam to wszystko opowiedzieć.

“Teraz rozumiecie, dlaczego się modlę.” - powiedziała Christina, składając ręce. “Rozmawiam z Nathanealem, proszę duchy morza o ochronę i o słońce nad Büsum. Nasze spotkanie to nie był przypadek. Bóg Morza Północnego przywiódł was tutaj, żebym mogła się wami zaopiekować i dostać w zamian towarzystwo. Teraz pomodlę się, żeby ochroniły was w drodze powrotnej. Chodźcie zobaczyć.”

Christina złapała mnie za rękę i zaprowadziła do łazienki. Totalnie mnie zatkało. Cała ściana była kapliczką “Boga Morza Północnego” który, jak się okazało, jest kobietą.

Półki z niebieskiej sieci rybackiej, rozgwiazdy ozdabiające pomieszczenie tu i ówdzie, i malowana drewniana figurka na środku. Bogini w pełnym tego słowa znaczeniu, oszałamiająca urodą brunetka z kusząco czerwonymi ustami i wydatnym biustem spowitym w niebieskie wodorosty - stroju dopełniała ciasna aksamitna spódniczka i duża, różowa krewetka zasłaniająca kluczowe partie jej anatomii. Nagle poczułem się, jakbym był znowu dzieckiem, i dotarło do mnie, że z dwóch mieszkanek Bedrock z “Flintstonów” zawsze wolałem Betty, niż Wilmę.

Wiem, wiem. Kiedy się dorasta, większe wrażenie robi bezwstydnie rozdarta sukienka rudowłosej Wilmy, ale teraz zastanawiam się, jakim cudem nie doceniałem słodkiej i niewinnej Betty.

Zostawmy jednak mój dziwny fetysz dla drewnianych figurek i postaci z kreskówek - zbliżała się pora spania, a więc organoleptyczne stwierdzenie jakości aromatycznych olejków którymi zostały hojnie natarte stopy Rhysa. Moszcząc się w puchatych poduszkach, z hipnotyzującą poezją Jima Morrisona płynącą z głośników i wonią opium z zapalonych kadzidełek, wkrótce powieki zaczęły mi ciążyć i nic nie mogłem na to poradzić.

Żona Morza Północnego zdmuchnęła świece porozstawiane w różnych zakątkach pokoju i szeptem miękkim jak jedwab życzyła nam “słodkich snów”. Nie zdążyłem nawet policzyć do dziesięciu.

'Cycling Back to Happiness' (ISBN 9781906206710) została wydana przez Pen Press, można ją kupić w księgarniach stacjonarnych i internetowych w całej Europie, przez amazon.co.uk lub pisząc na adres info@penpress.co.uk.

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Informacje o publikacji
Hamburg, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie