Londyn, Paryż, Bruksela …. – która stolica kolejnym punktem terrorystów?
Na pierwszy rzut oka życie w niemieckich miastach toczy się normalnie. Ludzie spieszą do pracy, szkoły, na zakupy, korzystając z samochodów, komunikacji miejskiej… To tylko pozory, tak naprawdę czuć strach, niepewność, bo czy po Londynie, Paryżu i Brukseli nie przyjdzie czas na kolejną europejską stolicę?
Szok i niedowierzanie, że w kolejnym zamachu terrorystycznym giną niewinni ludzie to z jednej strony, a z drugie? Racjonalne myślenie, zdecydowane kroki i debata nad poprawą bezpieczeństwa.
Federalny minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere jeszcze tego samego dnia, w którym doszło do serii zamachów w Brukseli, oświadczył, że konieczne jest podjęcie dodatkowych działań, w celu poprawienia bezpieczeństwa Niemców.
Minister zaznaczył, że to najwyższy czas na wymianę danych między europejskimi służbami bezpieczeństwa, która dzisiaj pozostawia wiele do życzenia: Ochrona danych jest ważna, ale w czasie takiego kryzysu jak ten, bezpieczeństwo jest ważniejsze – komentował de Maiziere.
Zdaniem przewodniczącego niemieckiego Związku Policjantów Dochodzeniowych konieczne będzie także zacieśnienie współpracy pomiędzy landami, a także wprowadzenie „inteligentnych kontroli” na niemieckich granicach.
We wtorek de Maiziere ogłosił, że w Niemczech groźba zamachu terrorystycznego jest wysoka, ale siły bezpieczeństwa zostaną postawione w tan gotowości, by w ten sposób zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwo, stąd nie powinna dziwić wzmożona obecność służb na lotniskach, dworcach, a także w budynkach o szczególnym znaczeniu.
Wzmożono także kontrole graniczne na przejściach z Francją i Beneluksem, a celnicy nie wpuszczają do kraju osób, których tożsamość czy narodowość nie znają.
Czy takie działania zdołają powstrzymać terrorystów?