Monachium nie apeluje, ono woła o pomoc
W niedzielę (13.09.) odbyło się nadzwyczajne posiedzenie rządu Bawarii, podczas którego poruszona została kwestia uchodźców. Po spotkaniu burmistrz miasta, Dieter Reiter w rozmowie z dziennikarzami mówił: Nie mamy już żadnych wolnych miejsc w noclegowniach. Doszliśmy do ściany.
W obliczu masowego napływu uchodźców do Monachium władze miasta pozostają bezsilne, dlatego Reiter zaapelował do władz wszystkich niemieckich krajów związkowych o pomoc w rozlokowaniu uciekinierów. Jak do tej pory na apel odpowiedziała tylko Północna Nadrenia-Westfalia i Bawaria, które zgłosiły chęć przyjęcia części uchodźców. Burmistrz zaapelował także do Angeli Merkel by tanie „nie zostawiła Monachium na pastwę losu”.
Sytuacja w Bawarii wygląda dramatycznie. W ośrodkach brakuje miejsc dla uchodźców, którzy są zmuszeni do koczowania na ulicach, pod gołym niebem lub w namiotach. Tymczasem do sobotniego wieczora władze Monachium zarejestrowały 9 tys. nowych imigrantów, a podczas minionego weekendu do Niemiec wjechało 30 tys. azylantów.
Czy receptą na ograniczenie napływu uchodźców jest wprowadzenie kontroli na granicach? W ślad za Berlinem idzie Austria, podobną opcję rozważa Belgia, a całej sytuacji pilnie przyglądają się Czesi i Słowacy, którzy obawiają się, że migracja nie zostanie powstrzymana, a zmieni tylko ona swój kierunek.