Niemcy witają polarnego misia
Po przesłodkim Knucie i przytulaśnej Śnieżynce Niemcy mają nową maskotkę do kochania – polarnego niedźwiadka, który, uwaga, nie został odrzucony ani zjedzony przez swoją mamę.Nowy puchaty biały rezydent zoo w południowozachodnim mieście Stuttgart ma na imię Wilbär. To połączenie słów: Wilhelma, czyli nazwy stuttgarckiego zoo, i Eisbär, czyli misia polarnego po niemiecku. Mimo że niedźwiadek przyszedł na świat dziesiątego grudnia, jego narodziny utrzymywano w sekrecie aż do teraz.
Wygląda na to, że mama Wilbära, Corinna, zamierza być odpowiedzialną rodzicielką i nie porzuci malucha póki ten nie podrośnie, cieszy się dyrektor stuttgarckiego zoo Dieter Jauch.
Zoo ma nadzieję uniknąć szumu medialnego, który rozpętał się w zeszłym roku wokół innego misia polarnego. Niedźwiadek imieniem Knut został porzucony przez matkę i musiał być wychowany przez pracowników zoo. Podobizny Knuta stały się znane na całym świecie, a szał na polarne misie przyniósł zoo prawie 5 milionów euro (7,6 miliona dolarów) dodatkowych zysków dzięki tłumnym wizytom nowych odwiedzających i sprzedaży misiogadżetów.
„Wilbär nie będzie kolejnym narzędziem komercyjnego sukcesu” – obiecuje Jauch.
Jak się okazuje, żaden miś nie może pozostać uroczym ulubieńcem publiczności na długo. Na przytulanie się do dwumetrowej długości – lub wysokości, jeśli jest w ataku – niedźwiedzia, jakim jest obecnie 150-kilowy Knut, raczej nikt nie ma już ochoty. Niemniej sława Knuta ciągle nie przeminęła, a film z jego udziałem ma być wyświetlony w berlińskim zoo szóstego marca dla widowni złożonej z tysiąca gości specjalnych.
Śnieżynka, po niemiecku Flocke, skradła serca narodu w zeszłym miesiącu, po głośnej historii kiedy to musiała być ratowana przed własną mamą, najwyraźniej zdenerwowaną obecnością kamer we własnej siedzibie w zoo w Norymberdze. Pracownicy zoo woleli dmuchać na zimne, ponieważ w tym samym zoo inna niedźwiedzica prawdopodobnie zjadła wcześniej dwójkę swoich młodych.
