Policja musiała interweniować w jednym ze sklepów. Powód? 30 butelek oleju

· Autor:
Policja musiała interweniować w jednym ze sklepów. Powód? 30 butelek oleju
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:

W obliczu wojny w Ukrainie i gwałtownie rosnących cech, w niemieckich sklepach ponownie można zaobserwować trend masowego wykupywania produktów. W wielu miejscach półki sklepowe są po prostu puste, a niekiedy zdarzają się również groźne i niebezpieczne sytuacje.

Na początku pandemii ludzie masowo rzucali się na produkty takie jak papier toaletowy, mąka czy makaron. W taki sposób mieli się zabezpieczyć przed możliwymi brakami w sklepach. Choć od tego czasu sytuacja się uspokoiła, do dziś zdarzają się przypadki, gdzie agresja klientów skutkuje wizytą policji.

Agresywni klienci i interwencja policji

W jednym z supermarketów w mieście Asperg pod Stuttgartem grupa dwóch kobiet i trzech mężczyzn chciała kupić 30 butelek oleju słonecznikowego w cenie 2,99 euro każda. Obecnie jednak w sklepie sprzedawana jest tylko jedna butelka na osobę. - Kiedy zwróciłem na to uwagę klientom, zostałem obrażony przez mężczyzn z tej grupy - powiedział szef supermarketu, który akurat siedział na kasie.

Mężczyzna w rozmowie z dziennikiem BILD opowiedział, że grupa klientów powiedziała mu, że "przejechała specjalnie 60 kilometrów po ten olej". Chwilę później jednak spór się nasilił. - Zagrozili mi, że nie dożyję następnego dnia, a przy tym chcieli zniszczyć sklep - dodał właściciel.

Przy kasie rozpętało się niemałe zamieszanie. Z pomocą szefowi przyszedł inny pracownik uzbrojony w... wałek do ciasta. Inni klienci również starali się powstrzymać agresywnych kupujących. Jeden z nich po chwili wybiegł ze sklepu, ale zaraz wrócił, trzymając w dłoni duży kamień. Agresorzy zniknęli z miejsca zdarzenia dopiero w chwili, gdy dowiedzieli się, że o sprawie została powiadomiona policja. Po przybyciu funkcjonariuszy sprawców nie było już na miejscu, ale wszczęte zostało śledztwo pod kątem gróźb.

To nie jedyna podobna sytuacja w ostatnich tygodniach. W jednym ze sklepów sieci Rewe w Bawarii grupa klientów chciała za jednym razem kupić 500 kilogramów mąki i 150 litrów oleju rzepakowego. Kierownik oddziału im odmówił z powodu braku takiej ilości produktów. W efekcie został znieważony.

Coraz wyraźniejsze braki na półkach

Centrum doradztwa konsumenckiego NRW przekazało, że w Internecie pojawiło się nowe zjawisko "czarnego rynku", ostrzegając przy tym przed zdecydowanie zawyżonymi cenami. Sprzedawcy oferują np. olej spożywczy za znacznie więcej, niż w sklepie. Pojawiały się oferty o wartości 15 euro, choć rekord należy do serwisu Ebay, gdzie na jednej z aukcji produkt ten wyceniono na 200 euro. Inny z internautów z Gütersloh oferował w grupie na Facebooku olej i mąkę po 3 euro za opakowanie. Twierdził, że kupował produkty na dużą skalę w Czechach.

W wielu miastach pojawia się coraz więcej doniesień, że pracownicy supermarketów są nękani, ponieważ brakuje oleju, mąki, makaronu czy cukru, ale także papieru toaletowego czy ręczników papierowych. Wąskie gardła występują również m.in. w sieci McDonald's. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim brakuje sałatek, wegańskich hamburgerów czy deserów.

Źródło: bild.de / Zdjęcie: depositphotos.com, autor: ryzhov

Aplikacja MyPolacy.de
UdostępnijMessengerWhatsapp
Bądź na bieżąco. Obserwuj nas na:
Berlin, ostatnio online:
Wybraliśmy dla Ciebie