Polska-Grecja: jedyna „atrakcja” – kontuzja sędziego
Już od pierwszej minuty spotkanie nie układało się po myśli Polaków. Eksperymentalne ustawienie Adama Nawałki sprawiło, że piłkarze popełniali wiele błędów, szczególnie w środku boiska i obronie, przez co piłkarze z Grecji częściej stwarzali zagrożenie pod naszą bramką, na szczęście znakomitymi interwencjami popisywał się Artur Boruc.
W 26. minucie po znakomitej wymianie piłek z Arkadiuszem Milikiem, pod bramką przeciwnika znalazł się Kuba Błaszczykowski, ale futbolówkę zdążył obronić Stefanos Kapino. W ostatnich minutach pierwszej połowy w strzał w poprzeczkę zaliczył Arkadiusz Milik.
Po przerwie piłkarze zmienili strony, ale nie poziom gry. Na uwagę zasługiwał jedynie strzał Sotirisa Ninisa, który pewnie obronił Wojciech Szczęsny oraz płaski strzał Arka Milika, obroniony przez bramkarza przeciwników.
Polskiemu zespołowi brakowało lidera, kogoś kto poprowadzi zespół, wykończy akcję, a w razie konieczności wesprze obronę. W polskim zespole po prostu brakowało Roberta Lewandowskiego, Sławomira Peszki i Grzegorza Krychowiaka! Nieobecność kolegów próbował nadrabiać Jakub Błaszczykowski, który biegał, podpowiadał kolegom, starał się konstruować akcje, ale jedna osoba nie zastąpi trzech!
Największa „atrakcja” meczu? Kontuzja arbitra głównego, który już w 22. minucie zasygnalizował kontuzję. W 30. minucie Szwajcara zastąpił Marcin Borski, który wcześniej pełnił funkcję sędziego technicznego.