„Tykające bomby” w Niemczech
Niemiecka policja coraz częściej otrzymuje ostrzegawcze informacje dotyczące zagrożenia potencjalnymi atakami terrorystycznymi. Choć w wielu przypadkach są to tylko mało śmieszne dowcipy, to jednak policja i służby specjalne wolą dmuchać na zimne.
W wielu niemieckich miastach wzmożono uliczne patrole, niemieccy politycy dążą do zreformowania wojska, a służby specjalne są w stanie najwyższej gotowości w razie jakiegokolwiek ataku ze strony dżihadystów.
Co ciekawe, zagrożenie ze strony terrorystów upatrywane jest z wewnątrz kraju. W Niemczech działa kilkanaście radykalnych muzułmanów – salafitów – wspierających Państwo Islamskie.
Z szacunków wynika, że w ostatnim czasie nawet 600 mieszkańców Niemiec wyjechało do Syrii (eksperci nie ukrywają, że ta liczba może być większa), by tam wspierać działania dżihadystów. Według ekspertów ci, którzy wyjechali do Syrii wracają do Niemiec i stają się realnym zagrożeniem.
Tylko w ostatnich miesiącach do Niemiec wróciło ponad 200 bojowników. Niektórzy podejrzewani są o aktywny udział w przestępstwach i planowaniu ataków terrorystycznych. Na celowniku niemieckiej służby jest kilkudziesięciu, najbardziej niebezpiecznych fundamentalistów. Kilka miesięcy temu niemiecka policja, w jednym z mieszkań w Kassel zamiast narkotyków znalazła kałasznikowa z amunicją, kamizelki kuloodporne i flagę Państwa Islamskiego. Jak się później okazało, mieszkanie było wynajmowane przez salafitę.
Niemiecki rząd zamierza zaostrzyć prawo względem potencjalnych bojowników. Obecnie karany jest udział w akcjach zbrojnych i obozach szkoleniowych prowadzonych przez dżihadystów. Osobom, którym udowodniono wspieranie terroru odbierany jest paszport i dostają zakaz opuszczania kraju. W planach niemieckiego rządu jest obieranie bojownikom niemieckiego obywatelstwa.