W starciu z nimi nikt nie ma szans (?)
Gospodarze zdobyli prowadzenie już w 8. minucie po strzale Douglasa Costy. W 16. do bramki trafił Rober Lewandowski i niemiecki klub cieszył się już wyraźnym prowadzeniem.
Przysłowiowym gwoździem do trumny dla rywali była trzecia bramka, która padła w 20. minucie, a na liście strzelców zapisał się Thomas Mueller. Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie.
Początek drugiej połowy zmagań okazał się pechowy dla podopiecznych Pepa Guardioli, którzy od 53. minuty musieli grać w dziesiątkę, po tym jak za podcięcie przeciwnika czerwoną kartkę obejrzał Holger Badstuber.
Pomimo wysokiego prowadzenia trener niemieckiej drużyny zdecydował się na dwie zmiany. W 56. minucie z boiska zszedł Lewandowski, a jego miejsce zajął Mehdi Benatia. Druga zmiana została przeprowadzona w 72. minucie (boisko opuścił Mueller, za którego wszedł Kingsley Coman), kiedy to Bayern prowadził już 4:0.
Ten, kto obejrzał ten mecz może sobie pogratulować dobrego wyboru. Trzeba przyznać, że to spotkanie rozgrywane było pod wyraźne dyktando gospodarzy, którzy byli lepsi i trzeba przyznać, że po mistrzowsku prowadzili grę, a goście zaprezentowali się bardzo słabo i to pod wieloma względami.
Bayern 4 – 0 Olympiakos
D. Costa (8.), R. Lewandowski (16.), T. Mueller (20.), K. Coman (69.)