Dramatyczne relacje świadków ataku na dworzec w Kramatorsku
8 kwietnia rosyjskie wojska przeprowadziły atak rakietowy na dworzec w Kramatorsku, zabijając ponad 50 osób, które chciały się ewakuować. Wśród ocalałych było małżeństwo, które w rozmowie z ukraińskimi mediami opowiedziało drastyczne szczegóły tego przerażającego zdarzenia.W piątkowy poranek rosyjskie wojska wystrzeliły pociski w stronę stacji kolejowej w Kramatorsku, gdzie tysiące ludzie czekało na pociągi ewakuacyjne. W ostatnich tygodniach miasto to było największym ośrodkiem ewakuacji Ukraińców z regionów Doniecka i Ługańska. Pociągi miały odjeżdżać do Lwowa, Czerniowiec, Tarnopola i Odessy. W wyniku ataku rosyjskich wojsk okupacyjnych "Point-U" na dworzec w Kramatorsku zginęły 52 osób, w tym 5 dzieci. 109 osób zostało rannych.
Małżeństwo cudem przeżyło atak rakietowy
8 kwietnia Iryna i Ołeksandr Andrejew czekali w kolejce na dworcu w Kramatorsku. Przed uderzeniem pocisku kobieta poprosiła swojego męża, aby wyszedł z budynku i usiadł na parapecie. - Niespodziewanie doszło do potężnego wybuchu, najpierw jednego, a potem drugiego. Samochody znajdujące się kilka metrów od nas nagle się zapaliły. Wszyscy, którzy byli na dworcu nagle upadli na ziemię - wspomina mężczyzna.
Ukrainiec opisywał, że ludzie zaczęli również uciekać od samochodów w obawie przed kolejnymi wybuchami. - Jeden mężczyzna zaczął wołać o karetkę i krzyczał, że potrzebuje noża. Podbiegłem do niego, a on zaczął mówić o rozcięciu namiotu ratowników, gdzie byli ludzie. Rozcięli go i zaczęli wyciągać ciała. Najgorsze było zobaczenie zabitych dzieci - kontynuował mężczyzna.
"To było coś strasznego"
Małżeństwo opowiedziało również, że rannych wywożono autobusami i samochodami, ponieważ nie było dostępnych aż tyle karetek. - Gdy wychodziłem z budynku, widziałem ogon rakiety. Było dużo ludzi z dziećmi. Nie było tam żadnych wojskowych. To kłamstwo, że Rosja chciała uderzyć w koncentrację Sił Zbrojnych - kontynuował.
- Widziałam dziecko. Przejechało ręką po głowie, zobaczyło krew i krzyczało, że to niemożliwe. Miało 4 lata. To było okropne. Nigdy przez 63 lata mojego życia nie słyszałam takiego płaczu. Kobiety krzyczały, dzieci leżały na ziemi i nie mogły znaleźć swoich rodzin, krewnych. Coś strasznego - opisywała Iryna.
Po ataku rakietowym na stację ludzie zostali zabrani do schronu, a następnie przewiezieni autobusem do Słowiańska. – Zorganizowano nas do Słowiańska i tam już wsiedliśmy do tego pociągu, który miał wyjechać z Kramatorska – powiedział mężczyzna.
Źródło: suspilne.media / Zdjęcie: SofiaKarachenc1
